Bruno Groening powiedział … – czyli zbiór myśli i nauk.

post details top
sty 27th, 2011
post details top

„Twoje myśli kształtują Twoje życie – to, jak je przeżywasz.”

„Tutaj, na bożej drodze nie istnieją choroby nieuleczalne, bóle, cierpienia, troski – tutaj istnieje zdrowie, radość, szczęście i zaufanie.”

„Nie ma chorób nieuleczalnych i rzeczy niemożliwych”

„Wiara w dobro jest równie ważna jak wola bycia zdrowym. Człowiek jest otoczony wszędzie uzdrawiającymi falami,  które powinien pobierać.”

„Nie bądźcie Państwo łatwowierni, przekonajcie się sami.”

„Moje czyny i działania służą wyłącznie temu, aby wszystkich ludzi na tej ziemi prowadzić znowu na właściwą drogę, na Bożą drogę. To jest wielkie nawrócenie się.”

„Zdrowia nie można kupić, jest ono prezentem od Boga! Jeżeli ktoś miał to wielkie szczęście odzyskać znowu przeze mnie swoje zdrowie, niech dziękuje Bogu, z głębi serca o każdej porze, ja jestem tylko Jego narzędziem i sługą”

„Bóg stworzył człowieka pięknym, dobrym i zdrowym. Na początku ludzie byli zupełnie związani z Bogiem, wtedy panowała tylko miłość, harmonia i zdrowie, wszystko było jednością. Ale kiedy pierwszy człowiek posłuchał głosu, złego głosu, który przemówił do niego spoza jedności i uczynił to, wówczas zerwało się to połączenie i od tego czasu bóg jest tutaj, a człowiek tam. Między Bogiem i człowiekiem powstała wielka przepaść. Nie ma tu żadnego połączenia. Człowiek pozostawiony sam sobie może być nie wiadomo jak wierzący i modlić się będzie on na swojej drodze życiowej atakowany przez zło i zostanie wciągnięty na dno. I właśnie Państwo zaszliście tam na swojej drodze życiowej, tam na dół. Przeżywacie nieszczęścia, bóle, choroby nieuleczalne. Mówię do Państwa: Nie schodźcie jeszcze niżej, tylko wzywam Was do wielkiego nawrócenia się! Chodźcie z powrotem do góry i nad tą przepaścią buduję dla Was most! Przejdźcie Państwo z drogi cierpienia na Bożą drogę! Na tej drodze nie ma nieszczęścia: na niej jest wszystko dobre. Ta droga prowadzi z powrotem do Boga … Wolno mi pomóc człowiekowi, aby znalazł drogę do dobra, ale nie wolno mi podjąć za niego na ten temat decyzji, ani go zmuszać. Każdy sam znajdzie swoją drogę … Człowiek postępuje według swojej woli. Jaka wola, takie myśli. Myśl porusza człowieka do czynu”

„Ufaj i wierz, Boża siła pomaga i uzdrawia!”

„Ja nie sprzedaję Bożej siły!” [ dla lepszego zrozumienia: nie brał żadnych opłat za wykłady i wizyty, a to co ludzie zostawiali, rozdawał potrzebującym - przyp. autora]

„Tylko poprzez dobre czyny człowiek może udowodnić, że żyje z Bogiem!”

„Zwracam Państwa uwagę na to, że uzdrowienie nastąpi tylko u tych, którzy noszą w sobie wiarę w naszego Pana Boga, albo gotowi są tę wiarę w siebie przyjąć.”

„Uzdrowiony człowiek, jest człowiekiem błogosławionym przez Boga”

„Kto zajmuje się chorobą, trzyma ją mocno i zamyka drogę bożej sile.”

„Każda choroba pochodzi od zła, jest złem i może zostać pokonana tylko przez dobro.”

„Zło jest potężne, ale Bóg jest wszechpotężny!”

„Na wykonanie wszystkiego, co czynimy, zużywamy siłę, energię: na każdą myśl, którą przyjmujemy, na każde słowo, które wypowiadamy i na każdą pracę, którą wykonujemy. Bateria rozładowuje się.  Dlatego jest bardzo ważne, aby znowu pobrać w siebie nową siłę. Im większa utrata energii, tym dłużej lub częściej trzeba się ponownie naładować, aż ciało (nasza bateria) będzie posiadać tyle energii, że znowu będzie silne, świeże i zdolne do działania.”

„Bóg jest elektrownią, ja jestem tylko transformatorem/przekaźnikiem.”

„Niech Państwo uważają na swoje uczucie! Dobre uczucie to Bóg!”

„Niech Państwo przyjmują tylko dobre myśli!”

„Człowiek sam jest za słaby, więc spotykajcie się by wspólnie przyjmować bożą siłę.”

„Niech Pan porównuje siebie przez całe życie do baterii,… żeby Pan zawsze – ale to zawsze – troszczył się o to, aby Pana ciało było zawsze świeżo naładowane, żeby było ono zawsze w stanie wykorzystać tę życiową energię nie tylko dla siebie, by być zdolnym do życia i egzystencji, ale żeby jak bateria mogło dawać energię również innym, to znaczy wszystkim naszym bliźnim, którzy wykazują niedostatek energii.”

„”

„”

„”

„”

„”

„Kiedy nie będzie mnie już więcej jako człowieka na tej ziemi, tzn. kiedy odłożę moje ciało, wówczas ludzkość będzie na tyle daleko, że każdy poprzez siebie samego będzie mógł doznać pomocy i osiągnąć uzdrowienie.”

„Wszyscy ludzie muszą umrzeć, ja też. Ciało zostanie złożone w ziemi, ale ja nie przestanę istnieć. Kto mnie zawoła, do tego przybędę i będę pomagał dalej. Kiedy do tego dojdzie, wówczas każdy przez siebie samego osiągnie pomoc i uzdrowienie.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przeznaczenie czy Twoja Wolna Wola – W co wierzysz? Co wybierasz?

post details top
sty 27th, 2011
post details top

Temat na tyle gorący, bo wpadł mi do głowy, dzisiaj czyli wczoraj bo już po północy i nastał zupełnie nowy dzień, a było to dokładnie podczas Klubu Bruna. O nim samym więcej dowiesz się z kategorii Uzdrowiciele na blogu tymże.

Dzisiaj mam do Ciebie pytanie z Kategorii:

Kto kieruje twoim życiem?

Czy projektujesz sobie jakieś wyimaginowane „przeznaczenie” do którego zostałeś lub zostałaś „przez kogoś” w jakiś niewyjaśniony sposób wyznaczony lub wyznaczona?

Czy może w pełni, w 100% jesteś świadomy i świadoma, że odpowiadasz i kierujesz swoim życiem zgodnie z założeniami, planami zostawiając oczywiście pewien „margines” niewiadomych, które mogą cię spotkać, ci się przydarzyć – bo przecież życie dla niektórych to ciąg nieustających niespodzianek. A jeśli myślisz inaczej, to wystarczy byś usiadł i usiadła i poczekaj aż się zdarzy coś nieoczekiwanego – jest takie fajne powiedzenie: oczekuj nieoczekiwanego, spodziewaj się niespodziewanego.

Wszechświat to żartowniś, jak miałbym go spersonifikować to powiedział bym, że lubi sobie robić z nas jaja. Bo jak już ktoś się „święcie” przekona do tego, że coś jest takie jakie jest, że świat jest dokładnie taki jakim się wydaje – to właśnie dokładnie w tym momencie, lub w momencie oddalonym na niewielką odległość „w czasie”, wydarzy się coś tak „potfornego” by zburzyć tę sztucznie powstałą świadomość, tak łatwo jak szybko rozpada się domek z kart gdy niecierpliwe dziecko „pęka z niecierpliwości” i powstaje bruzda na granicy zabawy i frustracji, czyli kopie domek i idzie bawić się czymś innym, czymś ciekawszym.

Ku której stronie podziału się umiejscawiasz? ot takie mam pytanie na dzisiaj dla ciebie :)

Wolisz być prowadzony „niewidzącą siła”, czy chcesz myśleć, że przynajmniej w jakimś aspekcie „kierujesz swoim życiem”?

Ciekawi mnie jeszcze jedno, ale o tym napiszę za jakiś czas? Znaczy może tak – już to napisałem, w komentarzach – ale czeka najpierw na twoje odpowiedzi, na powyższe kwestie. :) na które gdy sobie odpowiesz tu w komentarzach, pojawi się ono dla Ciebie.

Euforia czy Tłumienie? Z czym przychodzisz? Co wybierasz?

post details top
sty 27th, 2011
post details top

Mam flipchart w domu, z którego czasem korzystam na organizowanych warsztatach [ostatnio jest to Sanktuarium: Stworzenie <- link dla ciekawskich], w części biurowej i jak mi wpadają jakieś koncepcje, które chciałbym rozwinąć potem w artykule, to je na nim zapisuję w hasłach i później, jak mam chwilę do zastanowienia, rozwijam te myśli w artykuł, którym się z Tobą dzielę. Przed świętami w grudniu, czyli jeszcze przed urodzeniem się mojego syna Kosm(it)y :) Chodziłem sobie po mieście – a ostatnio nie często to robię, bo ilość zajęć pracowo/domowych jest taka, że swobodny spacer będzie musiał poczekać. Co prawda zaczęliśmy wychodzić z małym na spacerki, ale to nie to samo, co wsiąść do pociągu byle jakiego i jeździć nim cały dzień, „bezmyślnie” gapiąc się na uciekający krajobraz, czy przyglądać „ukradkiem” współpasażerom. :P

Koncepcja na którą „wpadłem”, trafiłem, czy może do mnie przyszła pojawiła się pod wpływem obserwacji otoczenia, ludzi ich zachowań i tego jak robią „siebie” i co z nich pod tym wpływem „emanuje”. Obserwuję ludzi od bardzo dawna – chyba odkąd pamiętam, mało gadałem, dużo się przyglądałem. Tak mi zostało do dzisiaj, z tym że w między czasie wygadałem się tak, że gęba mi się czasem nie zamyka. :P

Na podstawie tych obserwacji wymyśliłem sobie takie dwie klasyfikacje – Ludzie albo są w Euforii (najczęściej tworzenia), lub są w nieEuforii, którą tu nazwałem Tłumieniem (siebie, swoich naturalnych zdolności, instynktów) czasem to celowe – tzw celowa wyuczona bezradność wchodzi tu do gry, a czasem jest to kompletnie nieświadome. Z tym „nieświadomym” łatwo sobie poradzić – bo wystarczy delikwenta „uświadomić” na przykładnym doświadczeniu i bardzo często się zdarza, że taka osoba budzie się jednorazowo i to w zupełności wystarcza.

Co innego jak delikwent robi to świadomie, celowo i ma do tego jeszcze tak ciężki i wypełniony po brzegi bagaż historii, że po otwarciu walizki podróżnej, wszystko wyskakuje jak z pudełka clowna i nie sposób ich tam z powrotem upchnąć – tyle ich jest. Tu można podjąć się czyszczenia tego całego „ciężaru gatunkowego”, albo przyjąć inną strategię – nauczyć go innej strategii. Spójrz – w tworzeniu już się wytrenował – jest świetny – ładunek emocjonalny, nastawienie i uczucia z całym procesem są do „podmiany” a strukturę działania można zostawić praktycznie „nietkniętą” – zamieniasz tylko treść, z czarnej na białą – uczysz go i przyglądasz się z boczku, najlepiej jak nie widzi, jak mu idzie i po zakończonym doświadczeniu wprowadzasz ewentualne korekty.

I chodzę sobie po świecie i przyglądam się ludziom. I co widzę? Widzę tych z których entuzjazm tryska wszystkimi dziurami, widzę jak gotują się w nim emocje i szukają tylko możliwości wydostania się – co robią ci ludzie? KOMPLETNIE NIC! Świadomie :) … w większości przypadków, gdy ich zapytać o to jak to się dzieje? Nie mają na to ani gotowej odpowiedzi, ani żadnej. Dlaczego? A to jaką mają? Mówią jak jeden mąż: „Nie wiem jak to się dzieje, nie mam nad tym kontroli. To jest jak by jakaś siła przejmowała nade mną władzę i jak marionetką kierowała mną, a ja jestem jak w amoku. Zapominam o sobie, o potrzebach fizjologicznych i tu należy wspomnieć zarówno te „wprowadzanie” jak i „przetworzone” pod wpływem intensywnego procesu tworzenia :) Zapominam o bożym świecie, o rodzinie, o domu, o znajomych, o tym co świadomie planowałem coś zrobić. – Prawda, że ciekawe? Miałeś kiedyś coś takiego? Miałeś odwagę oddać się czemuś bez reszty? Tak, Absolutnie i bez pyłku niepokoju, co będzie później, dalej, etc? A jedyne co ci towarzyszyło to twoja wzmożona obecność i poczucie innej obecności, czegoś absolutnego? – i żeby później nie było (ha ha ha pamiętam to „zabezpieczenie”, które stosowaliśmy jako dzieciaki na dworze w wielu sytuacjach „życiowych” :P ) – nie proszę cię o to byś się nad tym świadomie zastanawiał – bo to nic nie da – to co jest ma być triggerem wyzwalaczem, tego co chcę w tobie włączyć – i nic więcej.

No dobrze, to teraz przyjrzyjmy się przez chwilę tym, którzy są globalnymi producentami wszelkiej maści dławików, tłumików i innych zapychaczy. Mógłbyś zapytać, dlaczego nazwałem ich tak „szeroko”? Rozejrzyj się dookoła siebie – ile osób w twoim otoczeniu tryska entuzjazmem i emanuje Euforią, a ilu, z jakichś powodów „bo..” ją tłamsi?

Zadam ci takie zadanie „domowe” :P jeśli rozpoznasz w kimś tłumika, zadaj mu pytanie na pobudkę:

„Co tam tłumisz/tłamsisz/dławisz w sobie aż tak że widać to „z kilometra?”

Możesz to pytanie zadać sobie siedząc przed lustrem w spokoju. Spójrz sobie głęboko w oczy, posiedź tam tyle czasu w ciszy ile potrzebujesz. Muzyka relaksacyjna w tle cicho dająca znać o swojej obecności, niech się pojawi, jeśli w jakiś sposób ci pomoże. Zauważ siebie w tym odbiciu i dopiero gdy się zobaczysz, zadaj sobie to pytanie. Pamiętaj tu ma mieszkać absolutna szczerość a wszelkie ściemy/spuszczanie czy odwracanie wzroku czy inne oznaki nieszczerości mają zniknąć.

drugim pytaniem może być:

„Gdzie jeszcze brakuje mi Euforii w moich zamierzeniach/planach/realizacjach/działaniach?”

Tu już nie trzeba więcej gadać, resztę pozostawiam tobie.

Doświadczenie, a Doświadczanie – czym są i z czym się je „je”?

post details top
sty 27th, 2011
post details top

Czy znasz różnicę między Doświadczeniem, a Doświadczaniem?

Doświadczenie – za Wikipedią:

Doświadczenie jest powszechnym pojęciem składającym się z wiedzy lub umiejętności w obserwacjach pewnych rzeczy, wydarzeń, uzyskanych poprzez zaangażowanie w ujawnienie tych rzeczy lub wydarzeń. Historia słowa doświadczenie (w tym staropolskiego słowa eksperiencja) jest blisko związana z pojęciem eksperymentu.

Pojęcie doświadczenia generalnie odnosi się do wiedzy jak wykonać pewne zadania, a nie do proponowania rozwiązań. Filozofowie nazywają wiedzę opartą na doświadczeniu wiedzą empiryczną lub wiedzą a posteriori.

Osoba ze znacznym doświadczeniem w pewnym polu może zyskać reputację specjalisty.

By się dowiedzieć, więcej sięgnij tu: Doświadczenie na Wikipedii

Doświadczanie – za Wikipedią - no tu niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi, a jedynie posty, w jakiś sposób pasujące kontekstowo, w których pojawiło się to słowo.

A co ja na ten temat myślę? Ano myślę sobie tak, na przestrzeni dziejów moich doświadczeń życiowych, wiele się w większości kręgów/ruchów społecznych czy po prostu społeczności czy grup ludzi z różnych dziedzin i specjalizacji, mówiło o tym kto ile ma doświadczenia, ile lat robił coś i w czym stał się dobry, stał się mistrzem, czy guru, a może tylko specjalistą. Z którego usług ludzie zaczynali korzystać.

Nigdy, nigdzie nikt nie mówił ani nawet nie wspominał o doświadczaniu.

Jakie tak na prawdę są różnice?

Jak dla mnie doświadczenie to zbiór historii, różnych sytuacji, w różnych kontekstach, w których w wybrany sposób wybrałeś sposób zachowania, wykonania akcji lub jej braku. Zbiór przyzwyczajeń, gdy powielałeś swoje zachowanie i wszelkie związane z nim aspekty pomocnicze. A mogły to być przemyślenia, przygotowania, planowanie, wyobrażanie sobie jak to będzie za pierwszym i za kolejnymi razami, etc. Dużo tego mogło być i różnorodnie mogło być, bo każdy jest inny indywidualny i nie ma na świecie dwojga ludzi, który by mieli takie same przemyślenia, doświadczenia, refleksje i doświadczenia, gdyby nawet razem siedzieli przez dzień, tydzień, czy nawet rok w jednej celi czy to osobno czy razem.

Czy te doświadczenia stanowią coś o tobie? Czy w jakiś sposób budują twój „charakter” – a właśnie – czym jest ludzki charakter?

Charakter za Wikipedią:

Charakter (z gr. – charakteristikos – odróżniający) – piętno, cecha, wizerunek lub właściwość. Zespół cech wyróżniających dany przedmiot, zjawisko, osobę od innych tego samego rodzaju, np. ze względu na wygląd, postać, działanie czy zachowanie. Po więcej sięgnij tutaj: Charakter na Wikipedii.

A jak to jest jak ktoś o kimś mówi, że ma „taki to, a taki” charakter? Czy w tym zestawie cech i doświadczeń towarzyszących można tak na prawdę dostrzec, czy odnaleźć człowieka? Ciebie? Istotę Ciebie? Pozostawiam to do zastanowienia się nad tym tematem szerzej – dla chętnych :) wszelkie wnioski mile widziane w komentarzach.

Czy nie mówią Ci w szkole i nie raz spotykasz się z tym podczas zdobywania swojej pierwszej pracy – w wymaganiach jest zaznaczone „mile widziane” jest „doświadczenie przez X czasu na podobnym stanowisku” – hmm… jak by to powiedzieć – czyli na co stawiają przyszli pracodawcy na przyszłość i kreatywność, czy na historię i … umiejętności? … z przeszłości?

Powoli dochodzimy do granicy podziału i tu od razu nasuwa się pytanie? Czy nie można mieć obu na raz? I ja od razu odpowiem – Oczywiście, że można – tylko nie w tym samym czasie – bo w słowach różnica jest tylko jednej literki, ale za to znaczenie ich jest bardziej odmienne i odleglejsze niż bieli i czerni – bo te są obok siebie, jest jedno albo drugie, jest światło lub jest ciemność – nie ma nic między nimi ani poza nimi – no chyba że dołączymy jeden aspekt niepoznany – jakim jest chaos, nicość, pustka, nirvana i tu wchodzimy w „obszar” którego nie ma, nie da się go uchwycić, jest ulotna jak chwila teraźniejszości. I to jest właśnie najbliższe stanowi kreatywności, stanowi „Doświadczania”, o którym chciałbym właśnie teraz napisać odrobinę.

Bo nie da się za bardzo napisać o czymś co praktycznie istnieje tak krótki ułamek setnej sekundy, ze jest prawie niezmierzalny. Jedyne co wiemy to to że istnieje i to że od zarania dziejów jest powtarzalny nieustannie następuje chwila za chwilą i będzie tak trwała do końca istnienia, o ile takowe nastąpi. Bo czy nastąpi? tego nie wiemy i się nie dowiemy, bo tak jak najlepsze co jest w przeszłości to to że była i nie wróci – chyba że ją znowu przywołasz i sprawisz/stworzysz ją ponownie w teraźniejszości, tak i przyszłość jest nam nie znana i bardzo dobrze. Co prawda kompletnie nie może tego znieść nasz świadomy umysł.

Ten umysł dzięki któremu mamy wszystkie doczesne dobra, z jakich możemy skorzystać. Cały rozwój, linearność czasu, w ogóle sama koncepcja czasu i następujących wydarzeń po sobie, kontinuum zdarzeń i ich konsekwencje. Cała ta wielka machina zwana światem materialnym jest właśnie dzięki naszemu umysłowi. Możemy mu podziękować za to wszystko szczerze. Szkoda że zapomnieliśmy o tym, że to tylko część naszego mózgu – dokładnie połowa, ta lewa, racjonalna, która umie liczyć, planować i realizować – i tu właśnie mieszka całe nasze Doświadczenie.

Oczywiście nie mogła by się obejść bez drugiej swojej części, czyli prawej, właśnie tej kreatywnej, ulotnej i nie do uchwycenia – coś wpada i jak uda ci się to pochwycić i „zmierzyć” będziesz mógł myśl wprowadzić w czyn i sprawić że zaistnieje w świecie materialnym, by inni mogli go poznać i się nim nacieszyć. Bo po to to wszystko jest – nie zapominajcie o tym. Właśnie radość tworzenia jest największą radością kreacji „rzeczy” do tego by wszystkim nam żyło się lepiej i wygodniej. Czasem albo nawet jeszcze częściej odnaleźć można w tym zbytek przesady. Jak to powiedział Richard Prior: „Kokaina jest sygnałem od natury, że mamy za dużo pieniędzy„. Przykład może zbyt psychodeliczny, ale bardzo mi tu pasuje :)

Za Doświadczanie jest odpowiedzialna prawa półkula, na to już mogłeś wpaść, czytając powyższe przemyślenia. Doświadczanie jest czymś do czego nie możesz się przygotować, czymś czego nie możesz się nauczyć, czymś czego możesz się spodziewać. Jedyne co możesz „zrobić” to być uważnym, by go nie przegapić. Co niestety zdarza się nam nagminnie. Wyjaśnień w stylu „bo…” jest tyle ile ludzi na świecie pomnożone przez ilość sytuacji „materialnych” z jakimi spotykają się na co dzień. Pisząc materialnych nie miałem tu na myśli aspektów finansowych, a wszystko co cię spotyka w twoim „rzeczywistym” życiu.

Może odrobinę podsumujmy. Doświadczenie mieszka w lewej części Twojego umysłu – tej racjonalnej. Doświadczanie ma biuro po drugiej stronie holu i jest tak ulotne jak mgiełka porannej rosy na trzęsawisku :P ani tam nie wejdziesz, ani nie będziesz mógł jej chwycić. A od ciebie zależy jak długi czy krótki będzie hol dzielący oba biura. A może uda ci się go całkiem zlikwidować? Bo kto powiedział, że nie można mieć wszystkiego na raz i w każdej chwili? Wystarczy być uważnym, zauważyć każdą chwilę, być obecnym i rozpoznawać to co dostajesz od Wszechświata.

Czy stać cię na to by nie skorzystać z tego w pełni, do końca i jeszcze głębiej, dalej i szerzej? Odpowiedz sobie na te pytanie i jeszcze zadaj kolejne: W jakich „wymiarach” korzystasz ze swojego życia, a w jakich byś jeszcze mógł, gdybyś był choć „odrobinę” więcej – hehe dobrze to ująłem? :P … uważny?

Coś na koniec dodam. W niektórych przypadkach „bagaż doświadczeń” może być zbytnim ciężarem, który trzeba odrzucić – przyda ci się taka umiejętność odcinania się od niepotrzebnego zalewu informacji i w tym aspekcie będzie cię korciła jeszcze jedna rzecz – a mianowicie porównywanie wszystkiego ze wszystkim i czegokolwiek z każdym. Strzeż się tego, bo jak się w tym wyszkolisz, to bardzo mało doświadczysz, uważność twoja ucieknie „gdzie pieprz rośnie” i tyle ją będziesz widział i „doświadczał”. Bo jeśli zostaniesz mistrzem w stosowaniu sentencji: „aaa już wiem, bo to jest jak… <- i tu wpadnie porównanie – to nastąpi automatyczna klasyfikacja do już istniejącej kategorii, szuflada się uchyli, doświadczenie wpadnie do niej, ona się zatrzaśnie i nic więcej się o nim nie dowiesz. Klamka zapadnie – Przestrzegam cię przed tym. Porzuć tę koncepcję – może nie w zupełności, bo rzadko ale jednak to nadal umiejętność i może się przydać. Zwracam jedynie twoją uwagę na „nadużywanie” jej nieświadome. Czyli koło wraca do kolebki życia i powtarzam to jak kukułka która się zawiesiła w ściennym zegarze i nadaje nieustannie:

Bądź uważny! Bądź UWAŻNY! BĄDŹ UWAŻNY!

- i z tym cię pozostawię. Howgh!

Grek z pochodzenia Zielarz Janusz Załuski – jak zupełnie przy okazji pozbawił mamę ulubionej używki czasów PRL’u

post details top
sty 27th, 2011
post details top

Sam nigdy się do niego nie wybierałem, bo nie miałem takiej potrzeby, byłem dość zdrowym dzieckiem i mało chorowałem. Jak na coś zapadłem to było grubo, min. szkarlatyna :) A pamiętam jak dziś, gdy leżałem w łóżku i miałem gorączkę ponad 40 stopni, to nie majaczyłem, tylko wachlowałem się kołdrą, by się ochłodzić – co bardzo pomagało. Sam to wymyśliłem i nigdy nie dałem sobie by mi kładli „bańki” (stara chińska technika, która w jakiś sposób przeniknęła do kraju).

No dobra ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj o pewnym zielarzu z greckim pochodzeniem Januszem Załuskim, który również jak p.Wacław już odszedł z naszego wymiaru. Zajmował się ziołolecznictwem i jak się później dowiedziałem irydologią i czymś jeszcze, o czym za chwilę. Wszystko czytał z oczu i aury człowieka. Patrzył na człowieka z daleka, z bliska i w oczy i nigdy nic nie mówił, tylko pisał coś na karteczce. Potem dawał ją swojej asystentce, która szła do kantorka, by po chwili wyjść z jedną, dwiema lub więcej ogromnymi torbami ziół do parzenia. Mam dostawała takie paczki raz na jakiś czas. Jak wspomniałem nigdy do niego się nie wybrałem, wszystkie relacje wiem z „drugiej ręki” od mamy. Mieszkał w kilku miejscach, zawsze oddalonych od cywilizacji miejskiej. Pamiętam z relacji, że trzeba było kluczyć by się do niego dostać. Ostatnie co pamiętam, to to że mieszkał chyba gdzieś pod Żyrardowem.

Pamiętam dwa wesołe wydarzenia z okresy gdy mama jeździła do niego na wizyty i po zioła. Jedna była taka, że parzenie ziół jak parzenie ziół, było proste, za to ich picie schłodzonych nie było przyjemne, bo były gorzkie jak piołun. Pamiętam jak czasem tata wpadał do kuchni i podpijał mamie niedopitą herbatę, która już stała długo, a jemu się nie chciało zrobić.

Już wiecie co było potem? hehe :) złapał szklankę, przechylił i wypił prawie całą w dwóch potężnych łykach – tata mały nigdy nie był, w tamtym okresie ważył ze 120-130 kilo i miał niezłego „maćka” (czyli brzuch – przyp. autora :P ). To co się działo potem, cóż było z czego się śmiać tygodniami – bo jego mina jak wreszcie po chwili dotarło do niego co w siebie wlał i grymas na twarzy obrazujący „wyszukany” smak napitku, bardzo szybko mijał, bo wlany do brzucha płyn wywoływał natychmiastowy efekt, który był rzuceniem bełta do zlewu w kuchni, okraszony masą prychania, kasłania, duszenia się i bekania. Kakofonia dźwięków jakie przy tym wydawał, była tak śmieszna, że potem jak nie widział, chodziliśmy i papugowaliśmy mając z tego ubaw przez dluuugi czas :)

Druga anegdotka dotyczy małego prezentu ze strony p. Janusza jaki mama dostała pewnego razu w paczce ziół o czym oczywiście nie wiedziała. Ale może opowiem od początku. U mamy były jakieś objawy, rozpoznania choroby wieńcowej, czy czegoś takiego i wydawało jej się, że na to jeździe się podleczyć do zielarza.

A zielarz jak miał w zwyczaju nigdy nic nie mówił. Patrzył i dawał zestaw ziół. Jednego razu w zestawie było coś jeszcze. Co to było nie wiemy, bo się na tym nie znamy. Mama mówiła, że tym razem zioła mają jeszcze intensywniejszy smak niż zazwyczaj i zastanawiała się czego on jej tam dorzucił.

O łąkowym pająku mieszkającym w torbach z ziołami, którego mama w niewiedzy przemyciła do domu, nie ma co wspominać. Była to jednorazowa akcja w stylu skok na krzesło, jak w przypadku kobieta kontra mysz :P

Za to to o czym chciałem opowiedzieć, wymaga jeszcze jednego szczegółu. W owym czasie mama paliła jak smok. Klubowe to była jej domena i jechała od jednej do dwóch paczek. Paliła w kuchni do której my za często nie zaglądaliśmy – siedzieliśmy w swoim pokoju, a potem w swoich pokojach, bo różnie bywało – raz mieszkaliśmy w jednym pokoju, a raz każde w swoim.

No i dostała nową porcję ziółek, po których zaczęła się inaczej czuć. Apogeum przyszło szybciej niż się spodziewała. To był cichy zabójca nałogu, tak skrzętnie przemycony, że nikt się go nie spodziewał. A było to tak.

Mama jak co wieczór, zaparzyła ziółka i po przestudzeniu je wypiła. Mijał jakiś czas i chciała potem przed wieczorem zapalić sobie fajka. I tu niespodzianka, jedno zaciągnięcie się i nudności, drugie zaciągnięcie się … więcej nudności … trzecie i nie zdążyła do „wygódki” – bełt :P No i to nie spowodowało od razu takiego połączenia neuronalnego w jej głowie, by skojarzyła jedno z drugim. Pomyślała, że coś jej zaszkodziło. Ale po drugim i trzecim razie … cóż podobieństwo sytuacji i ewentualny wpływ czynników i ich eliminacja, spowodowały że szybko wykoncypowała, że palenie i leczenie nie idą w parze.

I w taki sposób p.Janusz Załuski Zielarz greckiego pochodzenia przyczynił się do zakończenia mamusinego nałogu jakim było palenie fajek :P Od tamtego czasu mama nie zapaliła ani razu papierosa. Ciekawe prawda? hehe

I z tego miejsca chcę jeszcze raz Panu za to podziękować Panie Januszu. Życzę wszystkiego dobrego!

Rozmawiałem dzisiaj z mamą i przypomniało jej się że ma jeszcze gdzieś ulotkę ze zdjęciem Pana Janusza, więc jak ją zdobędę, to ją zeskanuję i tu wrzucę.

Wizyta u Uzdrowiciela – Pana Wacława

post details top
sty 26th, 2011
post details top

Przez lata zapamiętałem że to był pan Kazimierz (w ROZMOWY na JBC mam wspomniane o nim), dopiero po jakimś czasie, niedawno po rozmowie z siostrą i mamą, okazało się, że to był pan Wacław. Ech pamięć lubi robić psikusy, no dobra do rzeczy. Gdy miałem z 5 czy 6 lat, miałem u zwieńczenia szyi 3 lub 4 podskórne guzki, z którymi żaden lekarz nie chciał się zmagać. Odsyłali nas od Pawła do Gawła i każdy kto to widział, rozkładał ręce i nic nie udało się zrobić.

Od babci Janiny dowiedzieliśmy się o pewnym objazdowym Uzdrowicielu, który jeździł po całej Polsce, przyjmował u ludzi w domach/mieszkaniach, kto wiedział – poczta pantoflowa rządzi :) – dostawał cynk i przyjeżdżał. Facet robił cuda z ludźmi. Wstawali z wózków, wychodzili zdrowi i uśmiechnięci.

Pamiętam jak dziś, czekaliśmy parę godzin, najpierw na dworze przed blokiem, potem na klatce schodowej, a potem na korytarzu przerobionym na poczekalnię. Dużo ludzi pełnych nadziei i ciszy jak i dużo dobrych uczuć i gromkich emocji podczas wychodzenia tych, którym już się udało zostawić w tamtym pokoju/gabinecie swoje troski i „choroby”.

Gdy przyszła nasza kolej, najpierw weszła moja siostra, a potem ja. Później gdy sobie opowiadaliśmy, to spotkanie wyglądało bardzo podobnie. Gdy wszedłem do pokoju przywitałem się grzecznie jak mama kazała :P . Był tam starszy szczupły pan ubrany schludnie acz bez przepychu. Na szafce stała miska z wodą – do czego była potrzebna – dowiedziałem się później. Stał też koszyczek, w którym leżały różne banknoty i monety. Opłata była jedna – ile uważacie ile możecie – za wszystko mówił jedno: Bóg zapłać.

W pokoju stało na środku krzesło, na którym powiedział łagodnym głosem, bym wygodnie usiadł i nie myślał o niczym. Zasugerował, że czasem pomaga zamknięcie oczu.  Uprzedził mnie co mogę czuć i że będzie co chwilę mówił, co się dzieje. Tak bym się czuł bezpiecznie. Przymknąłem oczy tak by nie widział, że podglądam i … przecież bym sobie nie wybaczył jak bym nie widział co robi. Jak się za chwilę okazało, nie musiałem patrzeć, bo to co się za chwilę stało, cóż można powiedzieć, że kompletnie się tego nie spodziewałem.

Pan Wacław, obmył sobie dłonie, osuszył w ręcznik, wziął taki ładny wisiorek w jedną dłoń, był taki płaski jak pieniążek, czy medalion, z dziurką w środku, na łańcuszku. Drugą rękę „zawiesił” nad moją głową, zamknął oczy i … po chwili … zaczęło się.

Poczułem ogromne ciepło na głowie, choć mnie nie dotykał, trzymał jak mi się wydawało swoją dłoń, ok 10 cm nad moją głową. Za chwilę czułem taki żar, że przez to że było to tak zaskakujące, zacząłem się wiercić na miejscu. Pan Wacław powiedział krótko: Nie wierć się.

I się wiercić natychmiast przestałem. Nie musiał nic mówić, nie musiałem podglądać. Wszystko czułem tak jak powiedział na początku. Przesunął rękę niżej nad moją szyję, i zatrzymał się na chwilę dłużej, a potem niżej plecy do dołu, a potem wzdłuż ramion z góry na dół. Następnie od twarzy zaczął mnie skanować w dół i tak samo z przodu szyi zatrzymał się dłużej, a potem w dół do brzucha i po kolei wzdłuż obu nóg do samego dołu.

Później wrócił do góry i dotknął mnie i masował przez chwilę w okolicy migdałków z przodu szyi. Zrobiło mi się tam bardzo gorąco i jednocześnie czułem chłód jego dłoni. To było baaardzo dziwne. Chłodne dłonie i taki żar od nich bijący jak by mi ktoś palnik do szyi przyłożył.

Ach nie wspomniałem nic o wahadełku, bo tak się nazywał ten ozdobny w ornamenty medalion na łańcuszku. Gdy zaczął skanować mi całe ciało, kręciło się dość szybko, bo było słychać jak szumi w powietrzu i tak samo było przy całym ciele, poza dwoma miejscami – przy tyle i przodzie szyi. Dlatego nazwałem to skanowaniem. Bo jak by szukał i znalazł zachwiania pola energetycznego w tych miejscach. Wahadełko rozkręcało się tak, że szumiało jak by startował samolot tak przyspieszało i tak wirowało, że mało mu się z dłoni nie wyrwało. To mnie trochę przeraziło.

Chyba się zorientował, bo uspokoił mnie w kilku słowach. Wyjaśnił co się działo i co będzie. Zapytał jak się czuję i czy wszystko jest ok. Odpowiedziałem mu, że tak i zapytałem czy to już wszystko. Przytaknął, po poprosił bym zawołał mamę. Podałem mu dłoń, podziękowałem. „Powoli” wychodząc zobaczyłem, że znowu włożył dłonie do miski z wodą, potrzymał chwilę. Potem wziął mydło i umył dokładnie dłonie. Ja minąłem się z mamą w drzwiach, uśmiechnęła się do mnie, odruchowo pomierzwiła mi włosy na głowie i zamknęła drzwi.

Jej wizyta minęła, zapłaciła za naszą trójkę i wyszliśmy dziękując. Niby nic widocznego się nie stało. Nie było po nas nic widać, nikt o tym w drodze do tramwaju nie rozmawiał. Po jakimś czasie, nie pamiętam dokładnie po jakim, w drodze do domu, mama nagle się „ocknęła” i powiedziała bym jej pokazał szyję i …

WOW, nie było nawet śladu guzków! To był szok! Mama jak zwykle – siknęła oczami :P a my z Julitą wryci w siedzenia transportu miejskiego zdziwieni z oczami jak dzieci w japońskich kreskówkach :P

A guzki, nigdy więcej się nie pojawiły.

Później, słyszałem jeszcze kilka razy jak w rodzinie wspominali o wizytach Pana Wacława czy to w Warszawie, czy u babci Janiny w Gostyninie. Ostatnią wiadomością jaka do mnie dotarła, to taka, że Pan Wacław zakończył „pracę” w tym wymiarze i przeszedł na „drugą” stronę.

Życzę dużo dobrego p.Wacławie!

Biały Kruk: Timothy Leary – Polityka Ekstazy

post details top
sty 26th, 2011
post details top

Więcej napiszę o niej wkrótce … to kolejny kruczek, który wpadł mi znowu w łapki, podczas układania książek na półce. – Czyli czas odświeżyć Tim’a koncepcje.

Timothy Leary - Polityka Ekstazy
Timothy Leary – Polityka Ekstazy

Timothy Leary – Polityka Ekstazy

Jedna podpowiedź, bo kupić ją graniczy z cudem. Dlatego pewni dobrzy ludzie „przepisali” ją do wersji elektronicznej i jak dobrze odpytasz google, to ją znajdziesz, będziesz mógł i mogła sobie ją wydrukować i przeczytać by się dowiedzieć.

« Previous Entries

Znajdź mnie:

Wybierz Kategorię:

Kalendarium:

Styczeń 2011
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Translate ME!:

    Translate from:

    Translate to: